| << | Styczeń 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| | | | | | 1 |
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | | | | | |
Pokój gościnny
|
|
|
2011.12.20 22:35
Idą święta
|
| Wielkimi krokami się zbliżają. Jakoś poczuć ich nie mogę, ale ja podobno inna jestem z urodzenia. O szamotanie pępka przyprawia mnie to co widzę w sklepach wszelkiej maści - tłumy nieprzytomnych, szukających czegoś co będzie nieźle wyglądało pod choinką, stojących na środku alejki marketu i blokujących takich, którzy wiedzą po co i dlaczego znaleźli się w tym właśnie miejscu. Wrrrr. Normalnie można nie tylko zgubić ducha świąt, ale go wyzionąć jeszcze przed. O miła i bardzo rodzinną atmosferę świąt dbają również pracodawcy. Oj, ci to potrafią podgrzać atmosferę, niekoniecznie świątecznie. Ładne zaproszenie na firmową wigilię, aby w luźnej i niezobowiązującej atmosferze przygotować się do świąt i zjednoczyć, nie zawsze zjednoczony zespół. Oczywiście obecnośc obowiązkowa. Po czym totalna zjebka za to, że pogoda nie dopisała, że klienci mają w dupie to co sprzedajemy bo generalnie muszą policzyć to co mają ( bo tak na koniec roku wypada ) i dobijanie sobie dodatkowego towaru to po prostu masochizm jest. A ponieważ nie można tak wprost jebać za powyższe znajduje się każdy powód żeby pokazać żeśmy lenie i niewdzięcznicy. I te lenie i niewdzięcznicy obowiązkowo w luźnej i niezobowiązującej atmosferze będa wysłuchiwać "najserdeczniejszych" życzeń wyskakujących z ust Najwyższego i ze szczerym uśmiechem ( bo inny być nie może ) dziękować będą za wspólnie spędzony rok ( albo jego część ). Po czym z równie szczerym uśmiechem zjedzą wspólnie śledzika ( uwaga na ości bo nie wiadomo kto życzy ich w gardle ) i coś tam jeszcze i niezobowiązująco porozmawiają, niekoniecznie o pracy. Dobra zabawa obowiązkowa. Jessssuuuu toż to sen wariata. Aczkolwiek niekoniecznie. Nie ulega wątpliwości, że autor tego bloga jest wariatem, ale ten sen to koszmar jakiś jest. Bo pieprzyku całej sprawie i luźnej i niezobowiązującej atmosferze dodaje fakt, iż oto właśnie, najprawdopodobniej, rozpoczęła się rosyjska ruletka - kto pierwszy z tych leni zamknie drzwi od firmy raz na zawsze czule pożegnany przez resztę zespołu. Ene, due, like fucke... Tylko się upić. Strasznie mi świątecznie, koszmarnie wręcz. A wigilia niebawem. Ta z luźną atmosferą. Pomimo humoru grobowca życzę wszystkim czytelnikom ( w szczególności temu, który "bywa" ) ZDROWYCH, POGODNYCH I NAPRAWDĘ PIĘKNYCH ŚWIĄT. |
|
Komentarzy:
1
|
|
2011.11.24 19:29
...................
|
Kurde to miejsce zarosło pajęczyną. Chyba czas najwyższy zrobić z tym porządek. Ciężko będzie pogrzebać coś co się stworzyło, co kiedyś żyło i sprawiało frajdę, ale coraz częściej zastanawiam się komu to miejsce służy i kto ma jeszcze ochotę tu bywać. Lasu rąk nie widzę, oczu tysięcy do czytania również. Może i ja sama nieczęsto tu zaglądam. Melancholijnie mi dzisiaj bo i dzień ponury był i wieczor nie lepszy. Ech....
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2011.09.29 21:15
Piękna nasza Polska cała
|
A przynajmniej jej zachodnia część. Jak już wcześniej raczyłam donieść włóczę się po naszym kraju a konkretnie po jego zachodniej części właśnie. Niedaleko mam żeby do sąsiadów naszych się udać. Tych zachodnich ma się rozumieć. Tak co jakiś czas się włóczę, ale po raz pierwszy okno na świat mam i pisać mogę. W spokoju bo nikt nie przeszkadza. Znaczy taki mały ktoś nie biega, nie krzyczy, nie woła. Ktoś to już przedszkolak. Na razie taki trochę ryczący psedskolak, ale jest na dobrej drodze do bycia nie ryczącym przedszkolakiem. Nachodził sie biedny całe 2 tygodnie ( słownie dwa ) i następne 1,5 ( słownie półtora ) siedział z gilem do pasa i płucami na dloni niemalże. No przecież nie mogło być inaczej, trzeba było złapać jakieś gówno. I jeszcze pół rodziny zarazić. Norma. Cwaniak jeden. Wyłapał, że jak chory to przedszkole go omija to teraz codziennie, nawet jak zdrowy, twierdzi, że ma katar i duży kaszel i nie może iść do przedszkola bo jest chory. Miś o bardzo malym rozumku, który zaskakuje celnymi przemyśleniami. Nie na darmo imiennik tego misia Puchatka. Za chwilę ja będę miała bardzo niecelne przemyślenia. W oczach mam całą drogę samochodów i kupę kilometrów. O, jeszcze wciskam gaz. No dobra to hamuję i parkuję w łóżeczku. Nie swoim dzisiaj, ale jakoś przeżyję. Byle do jutra bo jutro już w swoim zaparkuję. No to do następnego pisanego ludziska. Czy to miejsce aby nie umiera?
|
|
Komentarzy:
2
|
|
2011.07.27 16:40
Nie ma to jak urlop
|
Dobrze rozpoczęty urlop to świetna sprawa. Ja go właśnie zaczęłam. W poniedziałek. Pogoda jaka jest każdy widzi i zamiast smażyć się gdzieś w słońcu smaże dzieciom naleśniki. Rewelacja. Zleci to wolne szybko i tyle z tego będzie. Bo tylko tydzień mi się należało. Podobno każdy ma to na co zasłużył. Czyli ja zasłużyłam na krótki urlop z pogodą jak za oknem. I małym potworkiem w tle, który to potworek bardzo mocno dba żeby się jego mamunia nie nudziła. Zaczynam się zastanawiać gdzie jeszcze mam sobie oczy zamontować żeby dzidzia poobijana nie chodziła. Bo te co mam w głowie, na plecach i tam gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę, już nie wystarczają. Bo dzidzia z uporem godnym lepszej sprawy obija sobie wszystko co popadnie. Nie tak dawno przycisnął sobie palucha bo go pchał gdzie nie potrzeba. Paluch spuchł, zsiniał po czym paznokieć z wdziękiem zszedł był. To co dzidzia na karku nosi bez przerwy wkłada się nie tam gdzie powinna. Bo wszystko się samo robi dla nie wtajemniczonych. Siły nieczyste działają i chłopaka do niecnych czynów pchają. A mamusię do zawału tudzież innych przypadłości doprowadzają. Przed chwileczką Małoletni zlądował z gracją z domowej huśtawki, na której robił akrobacje na pewno nie nadające się na huśtawkę. Jakby z lekka się uciszył bo śpi teraz. Ciekawe na jak długo lekcję zapamięta. Bo to, że mama, siostra, babcia, tata i wszelkie pociotki tłumaczą, najpierw cierpliwie, a później cedząc przez zęby, żeby mały potworek czegoś nie robił, na pewno wrażenia na nim nie robi. Najwyraźniej Młodociany sam musi parę razy to i owo solidnie obić żeby dojść do sensownych wniosków. Bardzo proszę, niech się obija. Byle się nie zabił w tym badaniu twardości przedmiotów, wyprzedzaniu czasu i wystawianiu ludzkiej cierpliwości na próbę.
Poza tym nie ma to jak w trzecim dniu urlopu zostać wyrwanym ze snu błogiego o godzinie 1:36. Rewelacja. Mózgu trzeba szukać, usta zasznurowywać żeby nieparlamentarnych słów nie wypowiadać po nocy, po czym trzeba myślenie włączyć bo się okazuje, że komuś sie właśnie owo wyłączyło. Nieliczni sąsiedzi, również szczęśliwi posiadacze samochodów, zostali oto wyrwani z objęć Morfeusza w podobny sposób jak ja i ślubny. O psie nie wspomnę bo psu się chodzony włączył. Tupał po chałupie bite dwie godziny na trasie balkon, drzwi wejściowe. Bo oto szanowni czytelnicy dwóch takich co im mózgi ukradli wracało sobie z zakrapianej imprezy. I tak im się w tej drodze powrotnej nudziło, że postanowili czy uda im się niezauważonym kilka samochodów zdeptać, które to samochody najwyraźniej stały nie tam gdzie powinny bo na trasie ich marszu. A raczej wężyka jak z policyjnych doniesień wynika. Poszło nieźle tylko się jakaś dusza wredna trafiła i po panów w niebieskich mundurach zadzwoniła. Panów co się z samochodami mierzyli grzecznie odwieziono tam gdzie odwozi się takich jak oni. A właścicieli aut spisywać zaczęto. No tyle zdjęć to nasz samochód chyba jeszcze zrobionych nie miał. Jak gwiazda filmowa. Nie ma to jak nocne Polaków z policją rozmowy i dwie godzinki w plecy z nocnego spania. I o parę stówek w plecy. Ciekawe co na to ubezpieczyciel?? Zachwycony będzie tak jak my. Urlop zatem urozmaicony mam i aż się boję pomyśleć co dalej się wydarzy. Na pogodę nie liczę bo gdzie nie poczytam wszędzie deszczem straszą ( najwyraźniej udało się słońce zajumać takiemu jednemu ), gotówkę będę liczyć straty naprawiając i w ogóle to "jest super, jest super więc o co mi chodzi...." Płakać mi się nie chce, śmiech histeryczny już był. I co teraz?? Zawyć chyba muszę to może oczyszczę lekko duszę. |
|
Komentarzy:
2
|
|
2011.07.14 20:37
Bez tematu
|
Fajnie!!! A lato piękne tego roku. Tropikalne jakieś. Leje, brzęczy i do tego duchota jak jasny szlag. I jak tu normalnym być?? Normalnie to już chyba nie będzie ( a czy kiedyś było?? ). Jaki kraj taka pogoda - cóż.... Bywa, że pogoda iście z kraju jaki nam nasz premier zapowiedział. Od dupy strony zaczął nam Zieloną Wyspę wprowadzać - od pogody. Teraz tylko 15 lat zacofania ( o ile ten kraj bardziej zacofanym być może ) i już niedługo będzimy krainą miodem i mlekiem płynącą. O pardon, my już nią jesteśmy. Tak przynajmniej tu i tam słychać. Bo ja tam nie widzę tego mleka i miodu na ulicach. Błoto i psie kupy to i owszem , ale miód i mleko??? Dobra, bo mnie zaraz o malkontectwo oskarżą. Ale gdzieś się wyładowało.... o i prądu brakło...rewelacja. No teraz to już ciemnogród całkowity... O już jest prąd... nie, nie ma jednak. Rany!!! Dyskoteka za darmocha. Ciekawe tylko jak sprzęt na elektryczność to zniesie.
Bzdury tu dzisiaj wypisuję bo mnie z myśli twórczej wytrącono. Na górze sie komuś na grzmienie zebrało a elektryczności na miganie. Ani telewizji, ani sprzętu z okienkiem na świat ( czytaj komputer tudzież laptop, któremu też miga, że zaraz mu braknie zasilania ). Oj!!! Dobra, pora wszelkie urządzenia z gniazdek wyłączyć. Następnym razem może bajdurzyć nie będę. Na razie... |
|
Komentarzy:
0
|
|
2011.05.25 19:41
W świecie szerokim....
|
Jak na wstępie. Szlajam się. Po kraju pięknym sobie hulam. Aktualnie w hotelu się rozkładam. Znaczy z koleżanką się rozkładamy. Oddelegowałyśmy się do klientów. Koleżanka się przedstawić a ja ją podpatrywać w urabianiu. Bo sprzedać trzeba co pracodawca do sprzedania ma. Towar dobry, klient różny. Jojczą, kręcą, "bo nie idzie", "bo handel siadł" ( to niech kurna wstanie ). Ale klient nasz pan. Jutro kolejna runda.
Rodzina sama se radzi i zobaczymy jak im pójdzie.
A teraz to ja idę zmyć brud podróży i odpoczywać.
Jak się da to napiszę nieco później.
Trzymta sie ludzie. |
|
Komentarzy:
0
|
|
2011.05.01 16:35
Z czystym sumieniem
|
Z czystym jak łza moge powiedzieć: " Ja jestem kobieta pracująca, żadenej pracy się nie boję". Jakoś tak się złożyło, że nadejszło wiekopomne rozstanie z tym co mnie zatrudniał. Temat rzeka. A gdybym chciała pominąć wulgaryzmy w opowiadaniu w jaki sposób rozstanie się odbyło, nie napisałabym nic. Toteż nic pisać nie będę. Czasami brak komentarza bywa najlepszym komentarzem. Panu byłemu pracodawcy życzę samych sukcesów i wszelkiej pomyślności w jego bezmyślności. Nasze wspólne sprawy niech rozstrzygnie arbiter - czytaj sąd. A wyrok jego niech będzie sprawiedliwy.
Odetchnełam półpiersią bo oto stanęłam w obliczu rejestracji tam gdzie pracę mają dawać a jej nie mają. Rękawy zakasałam, komputer odpaliłam, dodatkową parę butów zakupiłam i za praca oczy wypatrywać zaczęłam. Cisza w eterze straszliwa była. Już mnie nadzieja wszelaka opuściała ( razem z Weną france sobie wyjechały ) i oto znalazłam. Jak znalazłam to nagle telefon zadzwonił i nową propozycję dostałam. No wybór jakiś. Czas jakiś pracuję gdzie pracuję i wkrótce znów rozstania przyjdzie czas. Przebitka była i pracę zmienić przyjdzie na nowo. Czy na lepsze - się okaże. Dobrze chociaż, że dusze życzliwe w tej nowej fabryce są. Bo moja koleżanka od poprzedniego co mnie roboty pozbawił sama się wywaliła od niego. Bo znieść jego widoku nie mogła i nie tylko widoku. Załapała się gdzie indziej i mnie też tam załapała.No i kolega jeszcze tam jest. Też od tego co kapsle produkował zanim naczelnym się stał. Na dobrą sprawę to chyba na dobre wszystkim wyszło, że oglądać go nie muszą. I tym co ich wylał i tym co się sami wylali. Jakos tak jasniej na świecie się zrobiło. I dusić się człowiek przestał. Znowu sprawdza się stara prawda, że "nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło". Lub jak kto woli " nie ma tego złego co by byłemu naczelnemu nie wyszło. Dobra, bo się nakręciłam a samo wspomnienie o tym typie przyprawia o chęć podzielenia się posiłkiem ( czytaj o wymioty ). Jakby nie było dobrze wyszło. Każde doświadczenie dobre dla umysłu i duszy.
A tak poza tym to wiele się dzieje. Małoletni urósł i jakby więcej gada. Mały, irytujący gaduła. I jakoś dziwnie złośliwy się zrobił. Nie wiem jak wyglada opieka nad kilkorgiem dzieci, ale mogę się domyslać bo Nieletni za kilkoro nadrabia. Pełno go wszędzie i czasem to aż strach lodówkę otworzyć żeby Młodziana nie zobaczyć. Wulkan przy nim to pesteczka.
Nieletnia miłością żyje. Czasami żeby samą miłością nie żyć w lodówce buszuje i tylko zadek z tejże wystaje. Nic z tego nie wynika a Nieletnia je i znika. Doslownie i w przenośni. Gdybym ja jadła tyle co ona zapewne turlałabym się i to bardzo ostro. A ona je i znika. Ech...było to 20 kilo temu jak też tak miałam. Chyba się muszę zakochać. Najlepiej nieszczęśliwie ( Młoda na szczęście szcęśliwie ) to może efekty będą lepsze i też będę mogła jeśc i znikać.
Jego długośc się zestarzał, mordę ma siwą i nie wiadomo czy bardziej śmierdzi mu z pyska czy z odwłoka. Tak się biedaczyna zestarzał, że bieganie po dworze dłużej niż godzinę sprawia, że psina sama pakuje się do wozu i do domu chce jechać. Podejrzewam, że gdyby umial prowadzić sam zawiózłby się do chaty.
No i to tyle w bardzo telegraficznym skrócie.
A na koniec z czystym sumieniem kobiety pracującej idę poodopoczywać nieco bo pogoda nie jest najgorsza. Może jakiś spacer??
|
|
Komentarzy:
5
|
|
2011.01.01 19:27
NOWY ROK
|
I w zasadzie to jak w tytule. Podobno dalej powinien być nowy krok. I niech tak będzie. Bo przestałam z nowym rokiem nowym krokiem. Po co robić sobie nadzieje, że dotrzymamy postanowień noworocznych??? Nie ma sensu bo można sie rozczarować w związku z czym postanoiweń nie robię. Będzie co będzie. Po co robić sobie nadzieje, że będzie super jak widać jak jest. Jak będzie lepiej to ekstra oby gorzej nie było. Z umiarkowanym optymizmem wchodzę w nowy rok. Z całą pewnością zmieniłą się data i o kolejny rok więcej w metryce przybyło. Na to też wpływu nie mam w związku z tym też się nie przejmuję. Co najwyżej więcej balsamów i innych specyfików używać będę żeby zęba czasu za mocno widać nie było. Jednym słowem - co ma być to będzie. Mam tylko cichutką nadzieję, że w całym szaleństwie znajdę choć odrobinę normalności i spokojności. Tego sobie bardzo życzę. Bo po minionym roku wspomnienia takie sobie zostają. No dobra "ale to już było...."
Teraz będzie. Co?? Zobaczymy. Mam jeszcze tylko jedną nadzieję. Że w tym roku częściej odwiedzę to miejsce i Wena bedzie częściej w moim towarzystwie przebywać. Długie wakacje sobie cholera jedna zrobiła. A jak już w łaskawości swojej zawitała do mnie to Pan Czas stawiał weto. W tym roku oby oboje zgrali się bo jak tak dalej pójdzie to ten przybytek trzeba będzie zamknąć. A może wszystkim wyszłoby to na dobre??
No i na koniec wszystkim, którzy tu jeszcze zaglądają i przypadkowym zaglądaczom życzę WSZYSTKIEGO NAJ W NOWYM ROKU. |
|
Komentarzy:
0
|
|
2010.12.17 22:13
Jakby co....
|
to ja żyję.Z lekka mi czasu brakuje. I nie wiem czy potrafię oddać w tym miejscu. Ogarnę się i dam znać.
Jakby co jestem w pokoju obok :D |
|
Komentarzy:
0
|
|
2010.10.02 19:42
Ależ ten czas zasuwa
|
Nie da się ukryć, że sama szok przeżyłam jak odkryłam kiedy tu byłam ostatni raz. Nie da się ukryć, że ten czas to pasmo zmian, zmian i jeszcze raz zmian. W pracy kołowrót, najwyższy szaleje, my przy nim wariujemy i się dzieje. Czasami mam ochotę kupić kwiaty i swojemu poprzedniemu szefowi podziękować za to, że był normalnym dupkiem. Bo teraz wiem, że nawet dupki dzielą się na normalnych i normalnych inaczej. Ale morda w kubeł bo pracę szanowqć trzeba. Morda w kubeł, język za kły, newry na postronek i do przodu. I nadzieję w kieszeń bo może w końcu normlaność zawita. Albo kaftan i do pałacyku dla normalnych inaczej.
No i w zasadzie to się dzieje tylko sił nie ma żeby w słowa ubrać. Bo do tego wszystkiego szaleje zaraza. I kladzie wszystkich pokotem. Młodociany się trzyma, póki co, Nieletnia też a ten co ze mną mieszka niema się gdzie zarazić bo cały czas kaleką jest i do pracy między ludzi się nie wybiera. Przynajmniej do przyszłego piątku kiedy to lekarz zadecyduje co z nim dalej. Sprawny inaczej. I nie o umyśle tu mowa chociaż od momentu jak go w domu przyskrzynili szwank na umyśle się pojawia. I teraz nie wiadomo co gorsze. Iść do pracy i nie wiedzieć czy da się radę czy posiedzieć jak każą i na dalszy szwank się narażać. Katastrofa i problemy egzystencjonalne. A ja?? Ja na razie, póki co jako jedyna na kwaterze, walczę z tym co krową nie jest i w powietrzu lata. Znaczy z jakimś wirusem walczę, który to wiruś sieje spustoszenie w żołądku, zawala mózg i pada na oczy. Jednym słowem próbuję się nie dać i nie być jak reszta co to kicha, prycha i zalega w pierzynach bez sił do życia. Inna spraw, że mnie Diablątko nie pozwala zalegnąc w związku z czym ogarniać się muszę i opędzać od zarazy. Bo od małej zarazy się nie da. Życie. Ech....
|
|
Komentarzy:
0
|
|
| Statystyki |
Tylu było:
5486
|
Tylu skomentowało:
935
|
|
A tylu zagościło:
21
|
|

|